o wszystkim (Reklama: ,)

Na swoim wehikule miał prototyp doskonałego żyroskopu Arma, którego nie było jeszcze w sprzedaży. Dzięki niemu nawigacja na lodowcu nie stanowiła dla Hillcresta żadnego problemu. Niestety, nie mogliśmy iść mu naprzeciw. Podczas tej zamieci szansa spotkania się z nim była bardzo znikoma. A rozminięcie się oznaczało dla nas śmierć. Wobec tego lepiej było posuwać się w stronę wybrzeża. Mógł nas tam odnaleźć jakiś samolot lub okręt patrolowy. Naturalnie, gdybyśmy do tego wybrzeża dotarli. Wiedziałem, że Jackstraw i Zagero myślą podobnie. Oni również byli zdecydowani iść za Smallwoodem i Corazzinim. Za wszelką cenę i aż do ostatniego tchu. Do skierowania się ku wybrzeżu zmuszały nas nie tylko względy natury osobistej, ale przede wszystkim poczucie rzeczywistości. Gdy Smallwood nas opuścił i pozostawił własnemu losowi, znajdowaliśmy się już w kotlinie, która kończyła się na lodowcu Kangalak i którą dął wicher z szybkością tornada. I dął ze wschodu, a więc w nasze plecy. Jedynie Zagero, Jackstraw i ja mogliśmy unieść więcej, niż ważyliśmy sami. A przecież mieliśmy ze sobą trzy osoby, które nie mogły chodzić. Mahler był ciągle nieprzytomny, ciągle spał. Moim zdaniem, nie pozostało mu już wiele życia. Zagero niósł go na plecach przez cały czas trwania tego białego koszmaru. Zapłacił za to straszliwą cenę.

(Reklama: , wizualizacje wnętrz ,bezpieczne odchudzanie )